Beza jako podmiot liryczny w przedpremierowej mini recenzji Agnieszki:
„Nigdy nie przypuszczałam, że takie proste ciastko może stać się przyczynkiem do napisania tak pięknego wiersza o bez/nadziei…”
CD. pod wierszem.
Czasem wychodzi coś z człowieka,
Kruche jak delikatne bezy,
Coś, na co całe życie czekasz.
Coś, w co od dawna już nie wierzysz…
Na biel ich patrzysz podejrzliwie,
Że całe takie są bez skazy,
A potem nagle się roztkliwiasz…
A potem nagle się rozmarzasz…
Że bez tych bez jest beznadzieja,
Bezsens i bez pardonu smutek.
A życie gorzkie jak cholera.
Nie dość, że gorzkie, to zatrute.
Inni ci mówią – samo białko,
Z cukrem zmieszane na gorąco!
A dla mnie beza – szczęścia całką*!
A dla mnie beza – uczuć słońcem!
I kiedy znikniesz miła w dali,
Będę się trzymał, będę dzielny!
A o tym cośmy przeżywali,
Wiesz Ty, wiem ja i wie Nakielny!
*całka– suma nieskończenie wielu, nieskończenie małych wartości!
Powyższy utwór należy do cyklu wierszy, zapoczątkowanego przez „Wiersz prowincjonalny”.
„Bezy szybko znikają, bo albo są tak słodkie, że zostają błyskawicznie pożarte, albo – gdy nie ma na nie chętnych – z rozpaczy się roztapiają…
Tak czy siak, marny ich los…, ale trochę przyjemności jednak dostarczają…:)”