Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Carrier

Carrier

Na początku musiałem sobie kupić torbę. Bez torby nie można działać. Jest duża, zielona i wyłożona w środku srebrnymi wkładami. Kosztuje – w promocji – 100 zł plus 30 przesyłka. Trochę się naciąłem, bo można było z przesyłką za stówę, albo wyczarterować gratis. Marcin deklarował, że pożyczy, bo ma nadwyżkę, ale to niedobre rozwiązanie w razie, gdybym torbę zniszczył lub zgubił!

Ale torba jest moja, nikt mi jej nie odbierze i stanowi nieodłączny element aktualnej profesji. Ma z tyłu ładny napis, można jej używać w formie plecaka lub torby na bagażnik rowerowy. Muszę przyznać, że leży bardzo dobrze. Jest odpowiednio wyważona i nie powoduje pocenia pleców. Nie napiszę, że jest mi w niej do twarzy, bo mam wrażenie, że na obecnym etapie mojego życia trudno dobrać coś do mojej twarzy.. Z torby się bardzo cieszę, bo może też udawać samochodową lodówkę turystyczną, pod warunkiem, że dokupię samochód. Na razie musi mi wystarczyć rower i od niego właśnie zaczyna się ta historia.

Rower mniej więcej od ósmego roku życia stanowi nieodłączny element mojej egzystencji,

Cała podstawówka to była damka, która rosła dziwnym trafem wraz ze mną. Byłem na niej w Niepołomicach, które wtedy wydawały się być na krańcach Polski. Jeździliśmy z kolegami codziennie po szkole do upadłego. Właściwie nie do upadłego, ale Tyńca, Rącznej i innych podkrakowskich miejscowości… Nie znaliśmy pojęcia „ścieżka rowerowa”, jednak ruch był tak znikomy, że nawet nasi rodzice nie oponowali przed dłuższymi wyprawami. Raz tylko była wtopa, bo wybraliśmy się z kolegą pod wieczór do Zabierzowa. Pora była późna, starzy się denerwowali, więc żeby nie zaogniać, zeznaliśmy, że jeżdziliśmy po pobliskim parku. Tymczasem ciocia kolegi wykryła spisek, spotkała na zakupach moją Mamę i o włos otarłem się o jedyne w życiu lanie!!!

Obyło się bez przemocy. Zostawiam ten niebezpieczny wątek i wracam do teraźniejszości. Obiecuję, że o rowerach jeszcze opowiem! Chyba, że chcecie już – to proszę – TUTAJ!

Mamy zatem zieloną torbę i rower – tym razem czarny!

Dodanie tych dwóch elementów da nam zajęcie, którego podjąłem się po namowie Marcina – też kolarza, który stwierdził, że na rowerze mogę zarabiać.

I tak rozpocząłem karierę jako kurier rowerowy. Po prostu CARRIER.
Musiałem się zarejestrować, ściągnąć apkę i przekonać sam siebie, że takie zajęcie nie przynosi mi ujmy… NIe mialem z tym kłopotu, tym bardziej, że lubię kontakt z ludźmi i spodziewałem się wielu ciekawych sytuacji!

I nie pomyliłem się. Bardzo liczyłem na moją niezłą znajomość topografii Krakowa, która uniezależniała mnie do pewnego stopnia od GPS. Przypomniałem sobie też zbiór reportaży „wcieleniowych” Jacka Snopkiewicza „Człowiek w bramie”, który powstał dzięki różnym zajęciom wykonywanym przez dziennikarza!

Jedźmy!

Jest sygnał i apka zgłasza odbiór w chińskiej „Hoang Hai”. Pierwsza dostawa. Kurier rowerowy jest online. Zbieram rzeczy z ławki, na której siedzę czekając na zamówienie. Sporo nerwowości w ruchach, chcę być szybki, a to zawsze przeszkadza. Okulary, telefon, kask. Do knajpy jakieś 500 metrów, nie mam jeszcze żadnych procedur. Rower opieram przed wejściem. Podaje numer zamówienia. Jest gotowe. Chcę wychodzić, personel upomina się o weryfikację. Pewnie muszą odhaczyć w systemie. A fakt, bez weryfikacji nie wiem dokąd jechać. To jest pułapka Uber Eats. Akceptujesz kurs w ciemno!

Mam! Radzikowskiego. Drugi koniec miasta. Jakieś 8 kilometrów. Spoglądam dokładnie: to przecież prawie drzwi w drzwi z moją pracą. Niesamowite… Znam trasę dokładnie na pamięć. Docieram pod blok w dobrym czasie. Tutaj się trochę szarpię, nie mogę znaleźć wejścia. Decyduje się skontaktować z klientem. Dzwonię. Działa to tak, że apka łączy mnie z numerem Ubera i przekierowuje do klienta. Chroni tym samym jego prywatność. Mądrze pomyślane. Podaje mi bliższe namiary i za chwilę widzimy się w drzwiach. BINGO!!! Pierwsza dostawa i od razu napiwek… Farciarz!

Kręcę się jeszcze tu i ówdzie, ale w końcu postanawiam poprzestać na tej inicjacji. Rozdział kurier rowerowy uważam za otwarty…

Torba wraca na miejsce, przeszła chrzest bojowy, a ja czuję, że będzie się działo!!!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę