„…Jasne, nie możemy mieć pewności, że świat nie doświadczy jakiegoś noweg wybuchu eboli albo nieznanej odmiany grypy, która wybije miliony. Ale nawet, gdy się tak stanie, nie uznamy tego za nieuniknioną naturalną katastrofę. Raczej potraktujemy to jako niewybaczalne ludzkie niedopatrzenie i będziemy szukali winnych, by pociągnąć ich do odpowiedzialności”.
Mogę nie oglądać TV, mogę nie mieć dostępu do gazet. Ale nie mogę nie czytać książek i nie pisać. To akurat czynności, którym koronawirus niestraszny. Cóż, w dzisiejszych czasach pisanie o tyle ma sens, o ile można się z jego efektem dość szybko podzielić. I tu zaczyna się problem. Bo, jak śpiewał nieoceniony Jerzy Stuhr – śpiewać każdy może. I – jak się okazuję – pisać też. Cóż, ale nie każdy powinien.
No cóż próbowałem zdystansować sie od wirusa, ale musiałbym przestać przygotowywać sobie posiłki.
Otóż moja żona uparcie odmawia bojkotu TVP, motywując to faktem konieczności konfrontowania opinii dwóch obozów politycznych. Po półgodzinnej sesji z Faktami oglądała właśnie Wiadomości, gdy nadszedłem żądny kanapek z sałatką jarzynową. Mimochodem zostałem więc świadkiem niusów. Na szczęście byłem straszliwie głodny, bo w innym przypadku majonez wymieszany z groszkiem, marchewką i innymi warzywami wylądowałby na telewizorze LG. Mam snadź nauczkę, że kolację powinienem robić albo później, albo na kanale ABC – o wiele bardziej lekkostrawnym.
Żaden nie pisze papirus,
skąd w świecie się znalazł wirus!
Jak mówią ustne przekazy:
Chińczyk jest winny zarazy.
Za poczęcie mojej rolkowej pasji jest odpowiedzialna Aneta. Przyszedł do sklepu Playa taki rudzielec kupować telefon w Mixie. Przy okazji nawiązaliśmy rozmowę na temat łyżew. Nie bardzo pamietam jaki związek występował pomiędzy tymi dwoma tematami, niemniej jednak kolejne spotkanie odbyło się już na lodowisku. I znowu – od słowa do słowa – pojawił się temat rolek.