Niezaprzeczalnie jednak od pewnego czasu człowiek zaczął zachowywać się jak dureń. Ufny w potęgę swojego rozumu i przedsiębiorczcości coraz bardziej ograniczał przestrzeń, z której wyrósł. Z przerażeniem obserwowałem w Krakowie, jak grzyby po deszczu wyrastają deweloperzy, którzy zwietrzywszy krociowe zarobki, zaczęli zabudowywać każdą piędź ziemi.
Mam nieodparte wrażenie, że Wielkanocny Poniedziałek powinien zostać obwołany Narodowym Świętem Felietonu. Przyczyna jest niezmiernie prosta: przecież to lany poniedziałek!
Targa mną wewnętrzne rozdarcie, powodujące bóle kręgosłupa szyjnego, a w konsekwencji niedotlenie mózgu. Czego efektem poniższy tekst:
Przyroda, mimo braku deszczu, uparcie dopomina się o swoje prawa. Robi się coraz bardziej zielono, trawniki po zimie, nawet takiej rachitycznej, domagają się remontu. Tulipany zbierają się do kwitnięcia, zupełnie nie zrażone epidemią, bratki zdają się nie roztrząsać problemu: głosować czy nie głosować – oto jest pytanie.
To mi jeszcze do głowy przyszło godzinę przed północą.