O piątku pisał nie będę. Nie chcę rzucać mięsem. Mail jak na razie wyczerpał zainteresowanie władz naszymi osobami. Domyślałem się, że teraz pracuje procesor, który łączy się z twardymi dyskami w Warszawie. Cierpliwie przerzuca bity danych, odsiewa prawdę od fałszu, analizuje prawdopodobieństwa, żeby w końcu wypluć diagnozę i termin testów.
Dzień drugi naszej kwarantanny. Po wpisaniu w guglach tego słowa, nie wyskoczyło mi, jak się spodziewałem, jego pochodzenie, ale szereg wiadomości bieżących, których przytaczać nie mam zamiaru, bo podejrzewam, że koronawirusologia to obecnie dziedzina, na której Polacy znają się lepiej, niż do tej pory znali się na polityce.
Od dzisiaj jesteśmy zapuszkowani w domu. Wczoraj Zosia robiła tomograf pacjentowi z epilepsją, którego stan, według lekarza w izbie przyjęć nie budził zastrzeżeń. Dziś rano okazało się, że chłopak ma pozytywny wynik testu. COVID-19.
Rower to było coś, co mnie zawsze kręciło. Już wtedy, gdy o Peselu nie miałem zielonego pojęcia, a czterdziestolatek to był człowiek niewyobrażalnie stary. Pamiętam, że miałem taką swoją miarę dorosłości: jeśli mogę się cały rozciągnąć w wannie, to oznacza,…
Poniedziałkowy felieton spóźniony, ale za to do rymu!
Raz pełen mały polityk, nie Napoleon, lecz świrus,
rozsiał po Polsce patogen, złośliwy, nieznany wirus.