Bardzo nieudany wierszyk z okazji Pierwszego (dnia) Kwietnia.
W dodatku zacząłem podglądać kolegę z wojska, który opowiedział się za PiSem, a w dodatku współpracował ze sztandarowym pismem Kaczyńskiego – „Sieci”. Fakt, że po pyskówce na Messangerze przestaliśmy się do siebie odzywać, ale mnie ciągle kusiło, żeby zaglądać na jego tablicę.
Dowiedziałem się też jak wyglądają ich losy. Kola z siostrą i Mamą przyjechali z okolic Lwowa do Krakowa do brata, który mieszka w Nowej Hucie, a pracuje w warsztacie samochodowym. Im też dałem mój numer, bo obiecałem Koli pokazać smoka wawelskiego. Wiedzieliście, że po ukraińsku smok to dragon?
Zobaczyłem na nich bajkowe cerkwie – na czele z cudownym soborem Wasyla Błogosławionego, zwieńczonym kopułami jak z baśni… Działał na moją wyobraźnię Car-Kołokoł, czyli potężny dzwon i Car-Puszka – równie ogromna, choć nieczynna – armata. Całość psuły czerwone transparenty ku czci woda rewolucji, bo właśnie wypadała rocznica urodzin Lenina.
Przecież mógł nim poczęstować kogoś znaczniejszego: jakiegoś posła lub przynajmniej radnego. Przecież to ludzie zasłużeni, przelewający swój pot dla kraju lub miasta. Obywatele, którzy nie bacząc na znój służby publicznej, uparcie trwają na posterunku!