zrobiłem inspekcje ścieżek rowerowych na wschód od mojej kwatery głównej. Czyli Pychowic. Zapuściłem się za M-1.
Ostatnio w ogóle zapuszczam się. Psychicznie i fizycznie. Mało czytam, a jeśli już, to nierozumnie. Przeczytam i zapomnę. Ale tak jest taniej. Bo nie musze kupować dużo książek.
Na Andrzejkach nie byłem, ale wróżbę wymyśliłem. Bardziej nowoczesną niż woskową. Właściwie bardziej wojskową niż woskową. Bo wszedłem na wagę – zupełnie jak w komisji dla rekrutów. No i z wagi tejże zszedłem zważony nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Co prawda nie wyświetlił się komunikat; „Proszę się ważyć pojedynczo”, ale i tak mój ciężar mocno mnie zaskoczył.
Plan obmyślamy w najdrobniejszych szczegółach. Z wycieczką z przedsiębiorstwa mojej Mamy dojeżdżamy do schroniska w Roztoce. Tam nocleg i wraz ze wschodem słońca mamy zamiar wyruszyć do Morskiego Oka, tak aby gdzieś w południe zameldować się u celu. Wszystko idzie zgodnie z planem. Nocujemy w „trumnie”, wieloosobowym pokoju na poddaszu.
Zapisuję się do „Tańca z gwizdami”W proteście przeciw ślimaczemu tempu liczenia głosów postanowiłem wieczorem poślizgać się na lodowisku. Ślizganie, a właściwie prześlizgiwanie się jest czynnością wielce pożyteczną. W przypadku spapranej roboty pozwala wymigać się od odpowiedzialności, bo komuż przy zdrowych zmysłach będzie chciało się holendrować za delikwentem.
Kraków przeciw Igrzyskom? Ale czy za chlebem? I kto to jest ten Leśniak? Postawić krzyżyk przy nim, czy na nim? Głosowałem na niego, bo był bardziej bezpartyjny niż Majchrowski, który wygrał I turę, bo szacunkowo 7 krzyżyk mu idzie.