Dowiedziałem się też jak wyglądają ich losy. Kola z siostrą i Mamą przyjechali z okolic Lwowa do Krakowa do brata, który mieszka w Nowej Hucie, a pracuje w warsztacie samochodowym. Im też dałem mój numer, bo obiecałem Koli pokazać smoka wawelskiego. Wiedzieliście, że po ukraińsku smok to dragon?
Zobaczyłem na nich bajkowe cerkwie – na czele z cudownym soborem Wasyla Błogosławionego, zwieńczonym kopułami jak z baśni… Działał na moją wyobraźnię Car-Kołokoł, czyli potężny dzwon i Car-Puszka – równie ogromna, choć nieczynna – armata. Całość psuły czerwone transparenty ku czci woda rewolucji, bo właśnie wypadała rocznica urodzin Lenina.
Przecież mógł nim poczęstować kogoś znaczniejszego: jakiegoś posła lub przynajmniej radnego. Przecież to ludzie zasłużeni, przelewający swój pot dla kraju lub miasta. Obywatele, którzy nie bacząc na znój służby publicznej, uparcie trwają na posterunku!
Udział czystego sportu w sporcie zmniejsza się z każdym rokiem. Lwia jego część to biznes, który jak wiadomo z fair play ma niewiele wspólnego. Presja sponsorów na wyniki powoduje, że naciskani chwytają się wszelkich sposobów, żeby zdoby ć, trzymając się starożytnej terminologii, wieniec laurowy.
Właściwie wyłącznie dla aktorstwa Machalicy warto poświęcić półtorej godziny. Sentencje i riposty wygłaszane przez niego podczas rozmów są najwyższej próby. A najwyższą temperaturę osiągają podczas dialogów z ministrem spraw wewnętrznych, butą, bezczelnością i cynizmem jako żywo przypominającym Ziobrę. Zresztą trudno, nawet przy najwyższym wysiłku woli opędzić się od paralel ze współczesnością.