Na razie wygląda na to, że oprócz niespodziewanego ciemiężcy, którym niewątpliwie jest Covid-19, sami robimy sobie nawzajem kuku. Nie wiem jak w innych krajach, ale w Polsce dokonuje się to w sposób modelowy. Podziały przebiegają we wszelkich możliwych kierunkach.
Oblizawszy skansenowe resztki poszliśmy na przystań.
Uff!!! Ale piknie. Jezioro Żarnowieckie to takie ujemne Morskie Oko. Dlaczego ujemne? Ano dlatego, że jego dno znajduje się 5 metrów poniżej poziomu morza. Wynika to z prostego wyliczenia: powierzchnia jeziora leży 15 metrów nad poziomem morza, zbiornik ma 20 metrów głębokości, czyli 15 – 20 daje w rezultacie tzw. kryptodepresje. I co? Jest walor edukacyjny wycieczki? Jest!
Trudno mi sobie wyobrazić co będzie się działo w szczycie sezonu i jak definicje dystansu społecznego przeformułuje rząd. Może sprowadzimy z Chin, zamiast kolejnej partii bezużytecznych masek jakiś wzorzec zachowań dyscypliny Chi nczyków? Zresztą co tu dużo gadać, im jest łatwiej na plaży. Są ni źsi i lepiej przystosowani kolorystycznie. I od wielu lat bardziej przeludnieni!
Zastanawialiśmy się tylko, co na tym dość wąskim pasku lądu pomiędzy Zatoką Pucką a Bałtykiem będzie się działo w lipcu i sierpniu. Izolacja będzie przypominała pociąg relacji Zakopane – Ełk z lat siedemdziesiątych. Ośmioosobowe przedziały w porywach mieściły tuzin pasażerów. Przejście zatłoczonym korytarzem do toalety wymagało zdolności negocjacyjnych na najwyższym poziomie, a wsiadanie przez okno było podstawową formą łączenia rodzin.
I tu z nieoczekiwaną pomocą przyszedł koronawirus, który zaatakował ze zwielokrotnioną siłą właśnie Italię. Szansę na doblo espresso w Portofino zmalały niemal do zera. Niepostrzeżenie zaszumiało mi pod oknem polskie morze. I przypomniały się wakacje z dziećmi sprzed lat.