Otóż mój znajomy ( pseudo: Kotek) opowiadał mi, że zatrzymał go jeden z takich patroli, w którym część wojskową reprezentował jego znajomy. Kotek zapytał go, co tutaj robi. Wtedy podchorąży z wyraźną niechęcią spojrzał na zomowca i bez żenady stwierdził: „Pilnuję tego skur…., żeby przypadkiem kogoś nie zabił”.
Dzisiaj niedziela. Wypadałoby jakieś kazanie strzelić. Coś o moralności, współczuciu i miłosierdziu. O prawdzie i uczciwości. Tylko, że ja nie mam przygotowania teoretycznego. Widziałem ostatnio na Instagramie kursy homiletyki, ale się nie zapisałem. Homilie mnie nie kręcą.
Ja niżej podpisany Przemysław, świadomy swoich władz umysłowych i fizycznej niemocy, przekonany o lukach w algorytmie mojego postępowania, znękany przez pandemię, oświadczam co następuje:
Wracając do koronawirusa. Jedyna możliwa forma pochodu musiałaby przyjąć formę korespondencyjną.
W pierwszej chwili myślałem, że żona zadysponowała dodatkowe posiłki w związku z moją chroniczną niedowagą. Dlaczego? Ano dlatego, że zaspanymi oczami przeczytałem fragment smsa, „że na komórce została zainstalowana aplikacja do pozorowania kolacji”. Jasny gwint – pomyślałem.