Mam powyżej uszu kwarantanny. Dzisiaj System nakazał mi wykonanie zadania 0 8.40. Szczęściem otworzyłem oko minuta po 9 i w pół śnie, pół jawie zauważyłem smsa z poleceniem wykonania zadania. Tym razem zostało mi całe 5 minut. Spokojnie uniosłem drugą…
Rozmarzyłem się tak o dotacjach robiąc selfie, a tu tymczasem ze smartfona wyjrzała gęba Murphy’ego ze swoimi prawami i wyskoczył komunikat: „Aplikacja została zatrzymana. Czy zakończyć? Tak.Nie” .
Z niedzieli na poniedziałek spałem niespokojnie, śniło mi się, że pokonuję Atlantyk na drzwiach od łazienki, a obok płynie żona. Też na drzwiach. Przed nami widzimy już Statuę Wolności, ale z tyłu cały czas majaczą marokańskie palny.
O piątku pisał nie będę. Nie chcę rzucać mięsem. Mail jak na razie wyczerpał zainteresowanie władz naszymi osobami. Domyślałem się, że teraz pracuje procesor, który łączy się z twardymi dyskami w Warszawie. Cierpliwie przerzuca bity danych, odsiewa prawdę od fałszu, analizuje prawdopodobieństwa, żeby w końcu wypluć diagnozę i termin testów.
Taki mi poemacik do głowy przed rokiem przyszedł. A zainspirował mnie klient w Lidlu, ktory kupował mięsko na grilla, tacki do tegoż i, rzecz jasna – alkohol ?.