Dzień drugi naszej kwarantanny. Po wpisaniu w guglach tego słowa, nie wyskoczyło mi, jak się spodziewałem, jego pochodzenie, ale szereg wiadomości bieżących, których przytaczać nie mam zamiaru, bo podejrzewam, że koronawirusologia to obecnie dziedzina, na której Polacy znają się lepiej, niż do tej pory znali się na polityce.
Od dzisiaj jesteśmy zapuszkowani w domu. Wczoraj Zosia robiła tomograf pacjentowi z epilepsją, którego stan, według lekarza w izbie przyjęć nie budził zastrzeżeń. Dziś rano okazało się, że chłopak ma pozytywny wynik testu. COVID-19.
Rower to było coś, co mnie zawsze kręciło. Już wtedy, gdy o Peselu nie miałem zielonego pojęcia, a czterdziestolatek to był człowiek niewyobrażalnie stary. Pamiętam, że miałem taką swoją miarę dorosłości: jeśli mogę się cały rozciągnąć w wannie, to oznacza,…
Poniedziałkowy felieton spóźniony, ale za to do rymu!
Raz pełen mały polityk, nie Napoleon, lecz świrus,
rozsiał po Polsce patogen, złośliwy, nieznany wirus.
Niezaprzeczalnie jednak od pewnego czasu człowiek zaczął zachowywać się jak dureń. Ufny w potęgę swojego rozumu i przedsiębiorczcości coraz bardziej ograniczał przestrzeń, z której wyrósł. Z przerażeniem obserwowałem w Krakowie, jak grzyby po deszczu wyrastają deweloperzy, którzy zwietrzywszy krociowe zarobki, zaczęli zabudowywać każdą piędź ziemi.