31 sierpnia 1980, a potem caly okres do puczu Jaruzelskiego to były nieslychane wydarzenia w skali bloku sowieckiego. Pamiętam, że na obozie narciarskim pod Ostrawą w lutym 1981, czeskie studentki z niedowierzaniem pytały, czy rzeczywiście mozemy wyjeżdżać
Zorro, bo o nim tutaj mowa, oprócz finansowego wsparcia niesie wieśniakom kaganiec oświaty. Pod peleryną ukrywa podręczniki wychowania seksualnego przemycane nielegalnie ze skolonializowanej przez francuskich libertynów północnej części Ameryki. Budzi to wściekłość Garcii, którego aparycja wyklucza jakiekolwiek sukcesy w tej dziedzinie. Ponieważ sam nie może dać rady Zorru, zakłada paramilitarną grupę Solidarna Kalifornia,
Jak to często bywa, kiedy siada się do pisania bez gotowego planu, brakło mi już miejsca i czasu, żeby rozwinąć myśl tytułową. I napisać o fantastycznej prozie hiszpańskiego autora Ruiza Zafona. Odkryłem go – o zgrozo! dzięki nekrologowi, ponieważ odszedł był kilka miesięcy temu. Sławny na cały świat, nie dotarł jeszcze do mojej prowincjonalnej biblioteki. Rzuciłem się nadrabiać zaległości. A jest ich w sumie kilka tysięcy stron.
Młodszym wyjaśniam, że Mrożek to był influencer, który kreował modę na wysublimowane poczucie humoru i prześmiewanie się z bogoojczyźnianych zapędów. W swoich czasach wykpiwał husarię, dzisiaj pewnie doczepił by łatkę żołnierzom wyklętym. Robił to z wielkim smakiem. Czytaj: nie należał do hejterów.
Tak więc Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy oraz wszyscy, których jeszcze nie obejmuje aparat pojęciowy języka polskiego. Mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją obyczajową, swego rodzaju lokalnym dress ( a właściwie bardziej undress) codem. Posługiwanie się mową zaczyna powoli być melodią przeszłości, nadchodzi epoka lapidarnych gestów dostosowanych do poziomu umysłowego nadawców.