Zdecydowanie w ogólnej ocenie najlepiej wypadła pani Kasia. Wprowadziła standard jeden wypalony papieros na kwadrans, co skracało czas jej aktywnej pracy o około 30%. Na szczęście, ponieważ była na własnym terenie, nadrabiała przeróżnymi dywagacjami z osobami, które podchodziły do jej stolika. Szło jej to świetnie. Widać było, że perfekcyjnie opanowała wiedzę ze stosunków rodzinno-towarzyskich miejscowej socjety. Tym samym wydłużała dość znacznie czas obsługi, stwarzając jednakowoż miłą i przytulną atmosferę.
O ile termometrem można bez problemu zmierzyć stan naszego ciała, to z resztą jest znacznie gorzej. Mam wrażenie, że covidova gorączka z marca i kwietnia znacznie opadła, a raczej przyczaiła się gdzieś między ludźmi. Przywykliśmy do zarazy, oswoiliśmy ją, co więcej, zajęliśmy przyjazne wobec niej pozycje.
Golf na każdym podwórku niekoniecznie musi oznaczać masową motoryzację. Może dawać możliwość spaceru na świeżym powietrzu, doskonalenie umiejętności koncentracji, opanowywania emocji. Wreszcie zmusza do niespotykanej w innych grach konieczności koordynacji ruchowej.
Na razie wygląda na to, że oprócz niespodziewanego ciemiężcy, którym niewątpliwie jest Covid-19, sami robimy sobie nawzajem kuku. Nie wiem jak w innych krajach, ale w Polsce dokonuje się to w sposób modelowy. Podziały przebiegają we wszelkich możliwych kierunkach.
Trudno mi sobie wyobrazić co będzie się działo w szczycie sezonu i jak definicje dystansu społecznego przeformułuje rząd. Może sprowadzimy z Chin, zamiast kolejnej partii bezużytecznych masek jakiś wzorzec zachowań dyscypliny Chi nczyków? Zresztą co tu dużo gadać, im jest łatwiej na plaży. Są ni źsi i lepiej przystosowani kolorystycznie. I od wielu lat bardziej przeludnieni!