A propos pomieszania języków. Właśnie na selfie z moim organem smakowym zakończyliśmy pierwszy odcinek „13 twarzy”. Odwlekanie kolejnego nie ma sensu, zdecydowanie wolę mieć to za sobą. Inna sprawa, że pojawiły się nieśmiałe głosy, że mógłbym wyglądać jeszcze gorzej. Pokrzepiony w ten sposób przystępuję do dalszej prezentacji:
Jak wiecie z moich tekstów, wynalazca kwarantanny pognębił izolowanych koniecznością wykonywania przynajmniej dwa razy dziennie szczególnych zadań. W porządku – mogę się zgodzić, jeśli dla udowodnienia, że jestem w domu muszę wynieść śmieci, usmażyć naleśniki, odkurzyć pokój lub włożyć do zmywarki naczynia. Ale nakazać człowiekowi o nienachalnej w końcu urodzie, w dość już zaawansowanym, jak na kryteria internetowe wieku, przesyłanie „selfie”?
Otóż mój znajomy ( pseudo: Kotek) opowiadał mi, że zatrzymał go jeden z takich patroli, w którym część wojskową reprezentował jego znajomy. Kotek zapytał go, co tutaj robi. Wtedy podchorąży z wyraźną niechęcią spojrzał na zomowca i bez żenady stwierdził: „Pilnuję tego skur…., żeby przypadkiem kogoś nie zabił”.
Dzisiaj niedziela. Wypadałoby jakieś kazanie strzelić. Coś o moralności, współczuciu i miłosierdziu. O prawdzie i uczciwości. Tylko, że ja nie mam przygotowania teoretycznego. Widziałem ostatnio na Instagramie kursy homiletyki, ale się nie zapisałem. Homilie mnie nie kręcą.
Ja niżej podpisany Przemysław, świadomy swoich władz umysłowych i fizycznej niemocy, przekonany o lukach w algorytmie mojego postępowania, znękany przez pandemię, oświadczam co następuje: