Ja tu na blogu błąd od czasu do czasu mogę strzelić, nikt mi za pisanie nie płaci, Czytelników też za dużo nie mam, widać poruszane przeze mnie problemy nie bardzo ich obchodzą. Ale też i zdarza się, że do porządku przywołany zostanę za brak ogonka ( he, he) lub innego znaku diakrytycznego. I o ile w moim wieku brak ogonka już tak bardzo nie dziwi, to podejścia krytycznego staram się sam do siebie nie stracić.
Gdy kiedyś po raz kolejny głośno żachnąłem się na stwierdzenie „cofnąć się do tyłu”, kilka osób popatrzyło na mnie jak na cofniętego w rozwoju!
A ja zupełnie nie mogę zrozumieć, że nakłada się mandaty za nieprzestrzeganie przepisów. Obecna władza tak podkreśla konieczność odrębności narodowej, A zapomina o udoskonalaniu to podstawowe narzędzie komunikacji, którym niewątpliwie ( jeszcze) jest język.
Szczególnie interesujące były ćwiczenia z Antonim Dudkiem, który zajmująco mówił o stosunkach Kościoła i państwa w czasach powojennych. Oczywiście zdarzały się kawy, ta studencka tradycja dotyczy chyba wszystkich pokoleń. Czas płynął szybko. Uporałem się z jedną sesją, systematycznie zbierałem materiały do badań – polegało to między innymi na tym, że ślęczałem w archiwum filmowym na Krzemionkach i przeglądałem materiały z Kroniki Krakowskiej z roku 1984.
I tu padło pytanie, które dosłownie zwaliło mnie z nóg: „A dlaczego Pan nie obronił pracy?” I na to pytanie nie miałem żadnej sensownej odpowiedzi!
Tytuł zgadkowy nie tylko dla młodego pokolenia. Zakopiec – co to jest – każdy wie. Ale już Orbis niekoniecznie. Od razu mówię. Nie na rolkach ani na rowerze. Na narty – jesienią? Stuknięty ten bloger zdrowo!!! Nie, nie. Spokojnie. Śnieg…