Życie toczyło się dalej, a my jak zwykle mobilizowaliśmy siły przed kolejną maturalną rocznicą. I przyszedł rok 2018, kiedy ten cień zrobił się jeszcze gęstszy. Bo mimo, że wciąż żywi, zaczęliśmy się dzielić na naszych i obcych.
Nieopodal skałek Twardowskiego udostępniono po remoncie przystanek komunikacji miejskiej. Prace trwały od końca lutego, czyli znacznie dłużej niż moja blogerska cisza. Liczne i zmieniające się ekipipy położyły nową nawierzchnię z kostki burakowej, ustawiły wiaty przystankowe, przeciągnęły linie światłowzwodowe i wreszcie zamontowały pamele słoneczne.
Ponieważ funkcjonowanie polskiej służby zdrowia przypomina film puszczany w zwolnionym tempie, zacząłem się leczyć jeszcze zanim na dobre zacząłem chorować. W lutym 2022 zarezerwowałem sobie termin u naczyniowca, zaś w maju zapisałem się do urologa. Nie miałem powodów do narzekań – obydwaj lekarze przyjęli mnie w tym samym roku.
Felieton pisałem na kolanie i bez korekty, wiec jeśli ktos dozna zawodu, to proszę do mnie nie pisać! Poza tym życzę jak zwykle milego odbioru.
Zapisaliśmy się z żoną na kurs. Nie bardzo wiedzieliśmy na który się zapisać. Chodził nam po głowie narciarski czyli kursski. Został jednak z niewiadomych przyczyn odwołany. Zostaliśmy na lodzie. Niemniej jednak kurs nadal chodził nam po głowach. Kroju i szycia…