Zatrzymuje się, żeby uwiecznić te wrażenia i mimo woli prawie wpadam na przystojną rowerzystkę. Mija mnie obojętnie, a co najgorsze nie zachwyca się piękną koszulką teamu „Szosowanie”. Odpłacam jej brakiem zainteresowania, gdy za kilka minut wyprzedzam nieznajomą już na terenie Okleśnej.
Przejazd przez Pszczynę poszedł gładko, mimo dość dziurawych jezdni. Nawet przez chwile zastanawiałem się, czy to nie chrząszcz brzmiał przypadkiem w Pszczynie, ale chyba nie – to zapewne chodziło o przerażoną pszczołę z przyczyny Pszczyny. Uff, są już pierwsze efekty niedotlenienia mózgu, cała para idzie w nogi…
Po sporym odcinku nierównej nawierzchni zanurzamy się w las i aż do Suszca, ( kurcze, kto wymyśla te nazwy, spróbujcie je szybko przeczytać podczas czasówki,) jest komfortowy, gładziutki asfalt.
Niekoniecznie. Tytuł roboczy brzmiał: „Między górami i dziurami”. Czym dalej od Krakowa, tym gorzej. Jeśli wspomniane w poprzednich relacjach Rzeszotary miałyby stanowić wzór 1 km dziurawej drogi, zdeponowany w Sevres pod Paryżem, to dzisiejsze odcinki stanowiłyby wielokrotność wzorca. Zachełmna, Lanckorona,…
Dzisiaj wyjątkowo z innej beczki. Przy okazji odwiedzania grobów Zmartwychwstałego w krakowskich kościołach dotarliśmy na ul. Św. Jana. Pod numerem 14 urodził się i wychowywał mój Tato. Wraz ze swoimi rodzicami, dwoma braćmi i siostrą mieszkał tutaj aż do 1945…
Nie bardzo wierzyłem, że zrealizuję program treningowy.W kalendarzu miałem zaplanowane 100 km. Rano nie wyglądało to różowo. Ból głowy, odziedziczony jeszcze po poprzednim dniu, powodował stan beznadziejnego otępienia. Plan wyjazdu wcześnie rano spalił na panewce. Nic nie wskazywało na to,…