BERLIN NA MOJEJ MAPIE POJAWI Ł SIĘ DZIĘKI ROLKOM
Tak, tak, moje snobistyczne upodobania popchnęły mnie na koniec sezonu do stolicy Niemiec. Maraton Cracovia na rolkach okrył się już kurzem, wytężone treningi spowodowały, że zapragnąłem zmierzyć się z wyzwaniem najwyższego kalibru.
Piłka była krótka. Wrzuciłem do postu Mateusza krótki komentarz, że i owszem, chętnie się wybiorę na wycieczkę. Zaraz poterm zaproponowałem kierunek Sołtysi Dział, czyli przełęcz potocznie zwaną Hujówką. Wywiązała się krótka dyskusja, ktorej efektem było umówienie się na 9 w niedzielę.
Imieniny mają tę zaletę, że dostaje się książki. Tym razem oprócz ciasta dostałem od Teściowej książke o Zwierzyńcu. Tak naprawdę niezupełnie to książka a katalog z wystawy, która była eksponowana w Domu Zwierzynieckim przy ul. Królowej Jadwigi. Maleńki oddział Muzeum…
Sezon rolkowy powoli dobiega końca. Po ostatnich ulewnych opadach deszczu zrobiło sie już sucho, ale na alejkach i ścieżkach rowerowych pokazały się liście i patyki, które utrudniają jazdę.
Dokładnie rok temu znależliśmy sie na Maderze, o której pisałem już w poprzednich postach.
Obiecałem też, że będzie coś o rolkach. Niestety, nie wziąłem ich ze sobą, trochę ze względu na brak wiary, że znajdę tam odpowiednie tereny do rolkowania, a trochę też ze względu na ograniczone możliwości transportu lotniczego. A przecież rolki jak katechizm – powinno brać się ze sobą zawsze i wszędzie.
Kończę ten sezon rolkowy otarciami w dolej części obu stóp, lekkim bólem okolicy prawej strony klatki piersiowej po zepchnięciu na pobocze przez czarne BMW, i pokaźną jak na człowieka pracującego liczbą przejechanych kilometrów.
Piszę o tym, bo chociaż to połowa października i szansa na jazdy jeszcze niemała, to nie wygląda, ze na sportowym torcie uda się umieścić jeszcze jakąś wisienkę. Czuje się więc uprawniony do małego podsumowania.